• Wpisów: 96
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 13:23
  • Licznik odwiedzin: 10 020 / 1314 dni
 
tinistasdieguistas
 
Hej!
Dziś NOWY ROZDZIAŁ! :)
..................................................
- Damon idzie! – krzyknęłam zadowolona, po czym spadłam z radości z łóżka „zdemoralizowanego” brata.

Po chwili zapytałam się sama siebie skąd wiem, że w ogóle ktoś przyjechał, jednak sekundę później przypomniałam sobie, że jestem wampirem i mam świetny słuch. Podniosłam się z podłogi i, nie zważając na to, że jestem w samych majtkach i koszulce Damona, zbiegłam na dół. Przed otwarciem drzwi podeszłam do stolika z alkoholem, aby nalać chłopakom burbonu. Kiedy wykonałam czynność ujrzałam swój srebrny pierścionek obok karafki.

- Dziwne… - pomyślałam, po czym założyłam biżuterię na środkowy palec.

Wzięłam szklanki i dopiero wtedy otworzyłam drzwi. Widok, który zobaczyłam zwalił mnie z nóg. Porwani wyglądali jakby nic nie jedli i nie pili przez 4 dni, ale kiedy ujrzałam Damona ledwo słaniającego się na nogach, wytrwale trzymającego moją przyjaciółkę i brata, i całego zakrwawionego, pisnęłam.

- Kochanie. Idź po Stefana. Burbon mu się przyda. – szepnął tak cicho, że ledwo usłyszałam.

Posłusznie pobiegłam do samochodu i zobaczyłam leżącego nieprzytomnego młodszego brata. Delikatnie podniosłam mu głowę i próbowałam go ocucić. W pewnym momencie otworzył oczy i uśmiechnął się na mój widok. Podałam mu szklankę, a on z wdzięcznością wypił jej zawartość.

- Chodź, wstajemy. – powiedziałam spokojnie i zaczęłam podnosić przyjaciela.

Słyszałam jak stęka z bólu, ale moim priorytetem było zajęcie się CAŁĄ czwórką poszkodowanych. Po wielu próbach wstania i „spacerku” udało mi się umieścić jasnowłosego bruneta na kanapie. Bonnie i Justin ściskali się na jednej, a Damon opierał się o kominek. Pobiegłam szybko na górę do swojego pokoju i wzięłam 2 koce. Zleciałam z prędkością światła na dół i znowu podniosłam Stefana. Tym razem chodzenie z nim wydawało się prostsze, bo użyłam swojej siły wampira. Położyłam go na jego łóżku, rozebrałam z koszuli i spodni, i obejrzałam jego ciało. Było w ranach, które bardzo powoli się goiły. Przykryłam go kołdrą i z szuflady biurka wyjęłam torebkę z krwią. Ułożyłam ją obok Stefana i włożyłam mu do ust rurkę, aby powolutku sobie pił i się leczył.
Potem zeszłam na dół i przełożyłam Bonnie na kanapę, na której leżał wcześniej wampir. Ułożyłam ją wygodnie i dałam jej swojej krwi, aby zaczęła jakoś funkcjonować. Gdy upiła trochę płynu, przykryłam ją kocem i delikatnie przytuliłam.
Następnie zajęłam się bratem. Uklęknęłam przed jego twarzą i poprawiłam jego kosmyk włosów. Był wycieńczony, a ja miałam łzy w oczach.

- Musisz się uspokoić. Zajmij się nimi. – usłyszałam ciepły głos Eleny.

Tak jak mi zaproponowała tak zrobiłam. Ugryzłam się znów w rękę i dałam krwi Justinowi. Gdy upił trochę, jego też przykryłam kocem i pocałowałam w czoło.

- Teraz czas zająć się Rambo. – usłyszałam niepewny głos Kath.

- Damon? Chodź… - szepnęłam pełna troski, po czym do niego podeszłam i próbowałam go jakoś złapać, i zanieść do pokoju, tak jak to zrobiłam ze Stefanem, jednak opierał się.

- Przestań! Dam sobie radę! Jak zawsze! – krzyknął i wyszarpał się z taką siłą, że upadłam.

Szybko wstałam i się otrzepałam.

- Czy boli Cię to, że chcę się Tobą zająć? Jestem Ci wdzięczna, że sprowadziłeś mojego brata i Bonnie. Jestem szczęśliwa, bo wszyscy żyjecie. Że TY żyjesz! Widzę, że cierpisz… Chodź, pomogę Ci. – powiedziałam spokojnie, po czym podeszłam znów do Damona i położyłam mu dłoń na ramieniu.

Pod wpływem dotyku, rozluźnił się. Wzięłam go pod rękę i powolutku szłam z nim do pokoju. W jego królestwie ułożyłam go na łóżku i powiedziałam:

- Zaraz się Tobą zajmę, tylko muszę iść otworzyć drzwi sypialni Stefana, abym mogła czuwać nad wszystkimi.

I tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Po chwili byłam z powrotem. Zobaczyłam jak Damon się myje. A raczej stoi pod prysznicem w ubraniu. Trząsł się, dlatego zamknęłam drzwi pokoju, po czym podeszłam do kabiny. Otworzyłam ją i weszłam pod lodowatą wodę. Wzięłam dłonie Damona i położyłam sobie na sercu.

- Słyszysz? To bicie mojego serca. – szepnęłam, a następnie dotknęłam swoją dłonią serca chłopaka.
dotyka serca damona.png


- Ty też je masz. Też bije i tak jak moje, czuje. – mówiłam – Czasami jestem tak oschłą i wredną dziewczyną, że sama się sobie dziwię, ale mimo wszystko, np. zły komentarz, może na mnie mocno wpłynąć… Spokojnie, mów.

Damon westchnął i tylko mnie do siebie przyciągnął. Znowu musiałam odgonić niechęć i również się w niego wtuliłam. Oboje się trzęśliśmy, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Chłopak co chwila dotykał mojej głowy brodą i raz po raz mocniej mnie ściskał. W pewnym momencie zaczął mówić:

- Pamiętasz jak Ci opowiadałem o naszym okropnym dzieciństwie? Zafundował nam je wspaniały ojciec, Włoch – Giuseppe Salvatore. To on zlecił swoim pachołkom porwanie Bonnie i Justina. Chciał nas wywabić z Mystic Falls, aby Ci dopiec. Jednakże bezskutecznie. – i w tym momencie się skrzywiłam, ale Damon tego nie zauważył – Wiesz co mi zrobił?! Mój własny ojciec?! Po pierwsze oszukał mnie i Stefana, że umarł, a tak naprawdę przemienił się w wampira. Zabawne, czyż nie? Aha, i moja mama też, jak się okazało. Okłamał nas tak perfidnie… Oprócz tego na nas przyjazd czekało 20 wilkołaków i wampirów. Pojmali mnie i Stefana, a gdy znaleźliśmy się u ojca… Wstrzyknął mi jad wilkołaczy, oraz, uwaga, bo jest to bardzo śmieszne i komiczne, wstrzyknął mi też jakąś substancję, że nie chcę zabijać ludzi. Mam chętkę na wampiry!

- Jak się czujesz?! – krzyknęłam wystraszona. Ale nie ze strachu o swoje życie, lecz o życie Damona.

- Oprócz tego, że umieram… Wyjątkowo dobrze… - powiedział beznamiętnym głosem.

Rozebrałam się do bielizny i położyłam się w łóżku. Chwilkę później Damon wyszedł spod prysznica i zaczął ściągać koszulkę i spodnie. W pewnym momencie poczułam jak siedzi pomiędzy moimi nogami opierając się plecami o mnie. Przykryłam nas kołdrą, akurat w chwili gdy Damon zaczął majaczyć.

- Elena! Nieee! Nie… - krzyczał przez jakąś chwilę, a potem dodał nowe imiona:

- Camilla! Katherine! Elena! Wracajcie!

Byłam zdruzgotana… Nie wiedziałam co robić dopóki mnie nie oświeciło.

- Torebka Justina! – pomyślałam z uciechą i wybiegłam z łóżka zostawiając chłopaka.

Szybko  zajrzałam do Stefana, ale spał. Zbiegłam do brata i Bonnie – wszystko w porządku.

- Teraz lecimy po krew! – pomyślałam i w niecałą sekundę znalazłam się u Justina.

Szybko złapałam torebkę z łóżka brata i pobiegłam do Damona. Usiadłam tak jak wcześniej i włożyłam mu rurkę do buzi. Zaczął pić łapczywie, ale po kilku łykach zabrałam mu ją i odłożyłam na podłogę. Niedługo potem chłopak przysnął.

- Nie wiem jak długo ma zamiar spać, ale jedyne co mogę zrobić to czekać. – pomyślałam z troską.

Mijały godziny, a ja siedziałam i mierzwiłam mu włosy. Nagle gwałtownie się poruszył i otworzył oczy.

- Jak się masz? – spytałam wystraszona.
- Dobrze…? Nie wiem… Ale dziękuję... – skwitował.
- Uratowałam Ci życie. – powiedziałam z uśmiechem.
- Wiem. – szepnął zadowolony.
- Uratowałam Ci życie. Pamiętaj o tym. – powiedziałam szczęśliwa.
- Powiedziałaś to samo co Elena, gdy uratowała mnie przed spaleniem z rąk innego wampira. – szepnął zdziwiony.
- Wiem. Poprosiła mnie, abym to powiedziała. I przekazuje, że Cię kocha i prosi Cię, abyś przypomniał sobie jaki byłeś, gdy myślałeś, że umrzesz z powodu zadrapania przez wilkołaka. – mówiłam z szeptającą mi Eleną w głowie.
- Dziękuję Ci Eleno. Też Cię kocham, kochałem i zawsze będę. Pamiętam… Pocałowałaś mnie, za co Ci bardzo znowu dziękuję… Ona to słyszy, tak w ogóle? – spytał.
- Jak najbardziej. Słyszę jak chlipie. Jak Ci nie wstyd doprowadzać mojej siostry do płaczu! – powiedziałam z chichotem.
- Księżniczko. Bo zaraz ja doprowadzę Cię do łez! – powiedział z czułością.
- No no. Akurat teraz jestem od Ciebie silniejsza. Głodny? – spytałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Dlatego musisz się zmyć… - oznajmił smutnie.
- No pewnie! Widzisz mnie już przy drzwiach? Jasne. Masz. – powiedziałam,a następnie ugryzłam się w rękę i położyłam ugryzienie na jego ustach.
- Zabierz to! – krzyknął.
- Pij. Mało, wystarczy na tyle, abyś żył i jakoś się obronił. Pij. – szepnęłam czule mu do ucha, a następnie poczułam chwilowy ból…

Damon zadecydował.

- Widzisz… Nie ma co się denerwować. 2 porcje dziennie, rano i wieczorem. Dopóki Bonnie nie wyzdrowieje i nie znajdzie rozwiązania musisz przystać na ten układ. Opowiem Ci coś, co całkiem zwali Cię z nóg, ale nie mogę tego ukrywać.
- Mam się bać? – spytał faktycznie wystraszony.
- No nie wiem. Jak wyjechaliście chciałam coś zjeść, ale w „krwistej jadalni” nie było krwi, gdy chciałam wyjść na słońce, nie było pierścionka, gdy chciałam zadzwonić po Caroline, mój telefon został rozwalony na drobny mak, a gdy chciałam wyjść w ogóle z domu, powstrzymywała mnie jakaś chora magiczna bariera! I… Jakby Ci to powiedzieć… Wyschłam?
- Szlag! Zaczął zabawę! – krzyknął, a następnie gwałtownie wstał i zaczął się ubierać.

W pewnym momencie rzucił mi swoją koszulę. Szybko się przebrałam i wyszliśmy z pokoju, nieświadomi, że problemy dopiero się zaczną…
..................................................
1) Jakieś propozycje na: co dalej?
2) Czego się spodziewaliście?
3) Podobało się? W tym: co najbardziej i co najmniej :)
Papatki :*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków