• Wpisów: 96
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 13:23
  • Licznik odwiedzin: 10 086 / 1340 dni
 
tinistasdieguistas
 
Hejooo! :)
Dziś 27 rozdział. Mam nadzieję, że się Wam podoba... ;)
..................................................
* Trzy dni później *
- Damon! Stefan! Bonnie! Justin! Śniadanie! – krzyknęłam.

- Cześć Księżniczko. – powiedział Damon zaraz po wejściu do kuchni i pocałował mnie w policzek.

- Cześć Książę. – odpowiedziałam z uśmiechem.

- Siemka Ślicznotko! – powiedział radośnie Justin wchodząc do pomieszczenia.

- Siemka Piękny! – zażartowałam w odpowiedzi pilnując, aby naleśniki się nie spaliły.

- Witaj Nieśmiertelna! – oznajmiła Bonnie siadając obok Damona i zaczynając się z nim droczyć.

- Witaj Magiczna! – odpowiedziałam z miłością.

- Kurde, sos klonowy, owoce, fondue czekoladowe! To proste! – krzyczała zdenerwowana Kath w głowie.

- Hej Wybawicielko! – przywitał się Stefan.

- Hej Zbawco! – odpowiedziałam z radością.

- Okej. Co jest na śniadanie? – spytał Damon.

- Naleśniki i extra porcja dla Ciebie. – odpowiedziałam.

- No to ja wyjdę do salonu, może co? – zapytał chłopak.

- Najpierw jecie ludzkie śniadanie, a potem Ty jesz swoje, no i następnie zaczniemy myśleć jak Ci pomóc. – odpowiedziałam.

- Oczywiście. – szepnął z chichotem.

Powoli ściągnęłam naleśniki z patelni na talerz i położyłam jedzenie na stole. Po chwili ułożyłam też sos klonowy, owoce oraz fondue czekoladowe.

- Zadowolona Katherine? – spytałam się w myślach.

- Jak najbardziej, ale z organizacją musimy jeszcze popracować. – zachichotała Kath, a Elena powtarzała, że świetnie sobie radzę i że mam nie słuchać wampirzycy.

- Jedzmy. – powiedziałam i poszłam do salonu, gdzie zaczęłam sączyć burbona.

Po 10 minutach przyszedł Damon i zadał pytanie o „karmienie dziecka”, na co zachichotałam. Wbiłam kły w rękę i podałam ją brunetowi.

- Na pewno? Dziwię się, że się powstrzymuję… - szepnął.

- Na 100%. Pij… - powiedziałam, a chwilę później poczułam delikatny ból. Niedługo potem oblizał usta i podziękował.

- Narada! – powiedział Damon, a minutę później siedziałam obok brata i Bonnie oraz Stefana, a mój chłopak stał nad nami.

- Po pierwsze. Camilla. Miss Mystic Falls jest przełożone na za tydzień, więc od jutra musisz chodzić z partnerem na naukę tańca. Po… - i Bonnie nie dokończyła, bo wcięłam jej się w zdanie.

- Tańce?! Czy Wyście poszaleli?! Ja i taniec! Hahhahah! – po czym faktycznie wybuchnęłam śmiechem, ale histerycznym.

- Nie bój się. Znajdziesz sobie partnera, który będzie cierpliwy, który umie tańczyć i z chęcią Cię nauczy. – powiedział ciepło Justin.

- O to się martwię najmniej, tylko o swoje talenty do tańca! – powiedziałam zła.

- Nie martw się. Poradzisz sobie. Po drugie. Wiem jak Cię Damonie wyleczyć. Tylko potrzebujemy Caroline. – oznajmiła Bonnie.

- Ciekawe po co? – spytałam się w myślach…

- Założę się, że chodzi o osobę, na której pierwszy raz się pożywiał po długiej nieobecności w Mystic Falls. Wykorzystywał Caroline seksualnie oraz na swoje inne potrzeby. Ale się zmienił… - odpowiedziała mi Elena.

- Dzięki siostra. Szkoda, że się nie poznałyśmy… - pomyślałam smutnie.

- Cam! Nie mów HOP póki nie przeskoczysz! – zachichotała Elena.

- Jesteś sama? W sumie to nawet gdzie? – pytałam.

- Jestem po drugiej stronie. W takim czyśćcu dla istot nadprzyrodzonych. Aby zniknąć muszą pozałatwiać swoje niedokończone sprawy. Jednakże ja, jako sobowtór, i Ty jesteśmy jakoś połączone przez co nie umrę. Ale istnieje szansa, że można mnie wskrzesić. – odpowiedziała mi znowu.

- Camilla! – krzyknął Stefan.

- Słucham? -  spytałam wyrwana z transu.

- Próbujemy się dowiedzieć, kiedy ostatni raz i kto widział Caroline, bo gdzieś zniknęła. – odpowiedział Justin.

- Skąd mam to wiedzieć… Mówiła, że gdzieś wyjeżdża, ale nie wiem gdzie. – oznajmiłam.

- No to świetnie. – podsumował zły Damon.

- Cam… Pamiętasz jak Caroline dawała Ci krew? Miałaś jakieś wizje, ale myślałaś, że to z powodu głodu. To jest odpowiedź! – podpowiedziała mi Elena.

- Chyba wiem, gdzie jest. – szepnęłam.

- Co?! Przed chwilą mówiłaś, że nie wiesz. – powiedział surowo Damon.

- Stańcie w kole. Każdy łapie się za ręce. Pokażę Wam. – poinstruowałam ich, tak jak kazała mi zrobić to Katherine.

Posłusznie zrobili to o co prosiłam, więc jako ostatnia złapałam rękę Damona oraz Stefana i zaczęłam przeczesywać swoje zakątki umysłu. Nagle zobaczyłam wizję:


"- Hybrydy są w niebezpieczeństwie... - powiedział Klaus.

- No i? - spytała Caroline.

- Muszę wyjechać i je pozbierać. No i zabrać do siebie. Nie pozwolę by unicestwiono moje dzieło. - powiedział zdenerwowany pierwotny.

- Na ile wyjeżdżasz? – spytała sucho blondynka.

- Planuję wyrobić się w miesiąc. Są słabe, dlatego będą siedzieć w jednej kryjówce. Każda hybryda będzie się o drugie stworzenie martwić... Durnie! Jakie to się wrażliwe zrobiło...

- Pomoc?! Ty?! Powiedz do cholery, że jedziesz do jakiejś dziewczyny!

- Car...

- Klaus! Spadaj!!! Daj mi święty spokój!!! Zostawił mnie Tyler, to czemu Ty byś miał tego nie zrobić! Jesteś jednym zakłamanym bucem, mordercą bez serca! Nienawidzę Cię! Hybrydy powiadasz... Są zagrożone... Wiesz czemu? Bo zamiast im pomagać Ty szlajasz się z jakimiś babami!!!

- Caroline... Uspokój się... Chociaż... Powiedziałaś co o mnie myślisz, już wiem jakie masz o mnie zdanie. Też Ci coś wygarnę. Ale ja, w przeciwieństwie do Ciebie, powiem prawdę. Jesteś zbyt nieufna w stosunku do mnie, a przez to ranisz siebie i przy okazji mnie... Gdzie się podziała TA, w której się zakochałem? A teraz... Wyjdę z Grilla z podniesioną głową, aby nie było widać, że miałem jakąś szczyptę człowieczeństwa, a Ty ją bezczelnie wysypałaś. Wyjdę jak facet dumny i z honorem. Ale zapamiętaj! Zawsze o Ciebie dbałem, nawet wtedy, gdy Ty kochałaś Tylera. A Ty wbiłaś mi kołek z białego drewna prosto w najczulszy punkt serca. Właśnie umarłem. Ale spokojnie! Odrodzę się na nowo. Tak jak robię to zawsze. Tyle, że teraz, w końcu, bez człowieczeństwa. - powiedział wampir, po czym wyszedł.

- Jasna cholera! - Caroline wydarła się na cały bar, a następnie wbiegła na scenę i zauroczyła zespół, aby zagrali jej piosenkę, którą wybierze. Po chwili śpiewała Eternal Flame zespołu The Bangles.

Gdy skończyła powiedziała:

- Klaus... Ty idioto... Wiem, że słyszysz... - szeptała do mikrofonu. Po chwili ujrzała faceta, który ją cholernie pociągał. Patrzył na nią chłodnym wzrokiem...

- Jesteś przywódcą, gościem, który pożąda władzy... Gdybyś chciał mógłbyś przenosić góry! Jesteś durniem, który dba o to, żeby jemu było dobrze, ale nie okazując tego za bardzo, dba też o osoby, na których, nawet w niewielkim stopniu, zależy mu lub dlatego, że ich szanuje. Chcesz być podziwiany, ale chcesz mieć też kogoś bliskiego, kto Cię doceni, przytuli, pocieszy, rozśmieszy. Chcę być tą osobą. Przepraszam... Po prostu nie należę do ludzi, którzy chcą rozstawać się ze swoją nową miłością... Jeszcze raz przepraszam. Teraz możesz odejść, siła wyższa tak chce. - powiedziała, po czym zeszła ze sceny i usiadła przy barze prosząc o butelkę burbona.

Gdy dostała zamówienie wzięła ogromne 4 łyki. Poczuła jak pulsuje jej żyła na skroni, poczuła, że alkohol zaczyna wykonywać swoją robotę.

- Człowiek zostawi Cię tylko na chwilę i już się upijasz... - powiedział Klaus stojąc jej za plecami.

- Miałeś lecieć do hybryd.

- Spokojnie, godzina ich nie zbawi.

- Niemożliwe. Po co wróciłeś? Przecież Cię tak perfidnie zraniłam.

- Fakt. Ale też przeprosiłaś. I to się dla mnie liczy.

- Szkoda, że to już koniec. – powiedziała smutna Car.

- Kochanie. To dopiero początek! – powiedział głośniej Klaus, po czym wziął Caroline na ręce.

- Co jest? – spytała.

- Chcesz spędzić ze mną miesiąc? Sam na sam? W międzyczasie szukając hybryd?

- Mówisz poważnie? – spytała zdziwiona.

- Całkiem poważnie.

- No jasne!!! Dzięki bogu, że to nie koniec! Przepraszam i… kocham Cię… – powiedziała, a następnie pocałowała wampira w policzek.

- To co? Jedziemy? – zapytał Klaus całując czoło blondynki.

- No pewnie! A gdzie?

- Kalifornia! A dokładniej Los Angeles. Mam tam niezły dom przy Venice Beach…

- A mogę coś powiedzieć przyjaciółkom?

- A będą zachwycone, że ze mną jedziesz?

- No nie…

- No to już masz odpowiedź…  Wyjeżdżamy dzisiaj. – zapowiedział.

- Okej… Ja lecę jeszcze do Cam!

- Lubię tę Cam. Jedyna mnie szanuje i wręcz się ze mną przyjaźni. Jako jedyna z całej Waszej paczki. No, oprócz Ciebie. – oznajmił szczęśliwy Klaus."


- No proszę… Kolejna zagadka do rozwiązania. – szepnęła Bonnie.

- Niby co takiego? – spytałam zaciekawiona.

- Skąd wiesz, że tam wyjechała? – zapytała podejrzliwie mulatka.

- No dała mi swojej krwi i ujrzałam te obrazy, ale je pominęłam, bo myślałam, że mam te wizje z powodu głodu. A co w tym takiego dziwnego? – spytałam zdziwiona.

- Jak co w tym dziwnego? Napiłaś się krwi wampira i ujrzałaś scenę, która Ci się teraz przydała. – odpowiedział rzeczowo Damon.

- A Wy tak nie macie? – spytałam, znowu, zdezorientowana.

- No nie. – skwitował Stefan.

- Dobra, nie czaję. Jestem jakimś nieudanym sobowtórem, ale moja siostra za to była tą udaną. W dodatku natura próbowała mnie uśmiercić i nadal chyba to próbuje robić. Werbena nie działa na mnie boleśnie po dwóch szklankach burbonu z tym ziołem. Oprócz tego jak napiję się krwi, to widzę historię osoby, na której się pożywiam, tak? – spytałam.

- Yup… Ale nie wiemy, czy będziesz widziała u zwykłego człowieka… - powiedział Stefan.

- Napij się ze mnie… - zagadnął Justin.

- Chyba Ci się w główce pomieszało. Zapomnij. – podsumowałam zła na brata.

- Ja mówię poważnie. – ciągnął dalej.

- Tak, ja też. – powiedziałam na granicy furii.

- On ma rację Camilla. Wiem, że nie chcesz robić tego bratu, ale musimy spróbować… Jeden, jedyny raz. - szepnął Damon.

- Jeden, jedyny raz? – upewniłam się.

- Jeden, jedyny raz. – potwierdziła Bonnie.

- Jasne… - westchnęłam, a następnie podeszłam do Justina i szybko wbiłam mu kły w rękę.

Po raz drugi ujrzałam wizję… Chwilę później oderwałam się od brata i spojrzałam przerażona na Bon Bon.

- Już. Widziałam wizję… Zobaczyłam jak wyglądał Wasz porywacz. Miał czarno-siwe włosy, na oko 1.8m, nawet dobrze zbudowany, oczy Damona. – opowiedziałam.

- Nasz tatusiek… - szepnął Stefan.  

- To uda się pomóc Damonowi? – spytałam wystraszona, po czym podeszłam do chłopaka i się w niego wtuliłam, pomimo ogromnej niechęci. Brunet odwzajemnił przytulenie.

- Czemu nienawidzę dotyku i przytulania!!! – pomyślałam zła.

- Uda się. Musimy się jakoś skontaktować z Caroline… - odpowiedziała mi Bonnie,

- Nie możemy się do niej dodzwonić… - oznajmił Stefan.

- A Rebekah? Chyba wie, gdzie jej rodzina ma domy. – powiedziałam.

- Gdyby to było takie proste… - rzekł zawstydzony
Stefie.

- Co jest nie tak? – spytałam.

- Nie mam jej numeru, a poza tym… Wyjechała z Klausem. – szepnął w odpowiedzi młodszy brat.

- Mogłabym zadzwonić, gdyby nie okazało się, że mój telefon jest porozwalany po pokoju. – oznajmiłam.

- Uratowałem kartę pamięci i SIM. Tylko telefonu nie masz… - podsumował Damon.

- A czekaj! Mam nowego iPhone’a 6+! – ożywił się Stefan, pobiegł do pokoju, a 3 sekundy później podawał mi do ręki telefon.

- iPhone?! No nie, błagam… Nienawidzę tych smartfonów… No nic… Ile? – spytałam.

- Pieniędzy?! Zadała Ci to pytanie przy motorze?

– zapytał zdenerwowany Stefan Damona.

- Yup. – odpowiedział z uśmiechem na twarzy brunet.

- Jeśli coś Ci dajemy – nie płacisz. Zapamiętaj. Włóż kartę SIM, a potem przegrasz zawartość karty pamięci do telefonu. – oznajmił Stefie.

- No właśnie dlatego nienawidzę iPhone’ów. Jasne. – powiedziałam niezadowolona, włożyłam kartę, włączyłam telefon i weszłam w kontakty. Wybrałam numer do Rebeki.

- Hej Kocico! – krzyknęła uradowana, a ja się uśmiechnęłam na to przywitanie.

- No hej! Gdzie Wy macie dom w Kalifornii? Potrzebujemy krwi Caroline, bo jeszcze chwila i opanowanie Damona to będzie istny koszmar! – mówiłam jak najęta.

- Już przekazuję! – powiedziała, a za chwilę usłyszałam jej krzyk:

- Caroline!!! Wlej swojej krwi do fiolki! Jest na kominku! Wybierz jak największą! Klaus! Wyjeżdżam! – po czym zwróciła się do mnie – Dziękuję Ci, że mnie wybawiłaś! Będę za 9 godzin! Pa słonko! – i się rozłączyła.

- Będzie za jakieś 9 godzin z krwią Car. Coś jeszcze? – spytałam.

- Tylko śmiertelne zaklęcie… - szepnęła niedosłyszalnie Bonnie po wyjściu Stefana i Justina.
..................................................
1) Co o tym rozdziale sądzicie?
2) Co było do niczego, a co było ciekawe?
3) Co będzie dalej?
4) Co z Damonem?

Bay :* Odpowiedzcie na pytania! :* :* :*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków